solarium zalety

Katalog znalezionych haseł

sasunaru

Temat:
imię: Stella

pochodzenie: Solaria

wiek: 17 lat

przyjaciółki: Flora,Bloom,Leyla,Musa,Tecna

zalety: optymistka,wesołą,pogodna

wady: nie traktuje poważnie szkoły, trochę wścipska

wróżka: Amore

ulubione zajęcia:zakupy,imprezy
Źródło: willmoc.fora.pl/a/a,2.html



Temat: Solarium
Tak czytam i czytam o solarium i zastanwiam sie czy iść czy nie iść
widze, że są wady i zalety tego.
W sumie jeszcze nigdy nie byłam w solarium i nawet nie wiem tak naprawde jak to dziala, jak trzeba się do tego naszykować, może to głupie co pisze, ale nigdy się tym nie interesowałam i dlatego mam w tym braki. Możecie mi napisać co i jak?? bo jak się zdecyzuje zebym nie wyszła na debila tam
Źródło: kobietymonu.fora.pl/a/a,639.html


Temat: Samoopalacz & solarium
To zależy od preferencji. Są plusy i minusy zarówno korzystania z solarium jak i stosowania samoopalacza.
Zalety Solarium:
- uzyskujemy szybko ładną, równomierną opaleniznę
- czujemy się szczęśliwsze, gdy do Nas dociera duża dawka witaminy D
- możemy opalić się o każdej porze roku
Wady Solarium:
- szybko niszczy skórę, sprawia, że wcześniej się starzeje i pojawiają się na niej zmarszczki
- tworzy często na kilka godzin efekt tzw. spieczonego raczka
- podrażnia skórę
- po wielu wizytach pojawiają się na skórze znamiona
- spory koszt, gdy chcemy cieszyć się długą i piękną opalenizną (dosyć drogie karnety)
Zalety samoopalacza/ balsamu brązującego:
- tani
- możemy stosować go codziennie
- łączy ze sobą balsam nawilżający i pogłębiający koloryt
- łatwo się go nakłada
- zwykle ładnie pachnie
- można wybierać spośród masy kosmetyków i dobrać odpowiedni do swojej karnacji
- efekt opalonej skóry pojawia się bardzo szybko
- nie szkodzi skórze nie powoduje jej starzenia, lecz wręcz przeciwnie- dba o nią
Wady samoopalacza / balsamu brązującego:
- trudno jest go równomiernie nałożyć
- tworzy nieestetyczne plamy oraz zacieki przy nieodpowiedniej aplikacji
- u niekórych powoduje podrażnienia

Teraz może łatwiej będzie podjąć decyzję.
Źródło: forum.eversun.com.pl/viewtopic.php?t=362


Temat: kosmetyki eversun czy uzywacie jesli tak to jakich ???
Używałam wielu, jak dotąd wszystkie mi pasowały - niektóre rzeczy nawet mogę powiedzieć, że baardzo mile mnie zaskoczyły, jak np. maska do włosów Dolce Latte - ten zapach jest NIEZIEMSKI Taki budyń, pachnie słodko i autentycznie, konsystencja też budyniowa. Najważniejsze jest jednak działanie: włosy są lśniące, łatwiej się rozczesują, są nawilżone, mniej rzucają się w oczy suche końcówki. Mam przesuszone i dość zniszczone włosy, a po tej masce są takie wygładzone, miękkie, nie puszą się.

Używałam wielu kosmetyków Abacosun Body Line - fantastyczne zapachy i bardzo dobre działanie pielęgnacyjne. Wszystkie przypadły mi do gustu, niektóre zaczęła podbierać siostra i też jej pasują. Skoro już mowa o siostrze, chwali bardzo aktywatory Exclusive Bronze - wcześniej używała innych kosmetyków do solarium, a te zjednały sobie jej uznanie za sprawą delikatnej, lekkiej konsystencji, fajnego zapachu, mówiła też, że skóra po opalaniu nie ma nieprzyjemnego zapachu i ładnie błyszczy dzięki zawartym w kosmetyku drobinkom.

Kosmetyki do pielęgnacji twarzy De Noyles i Viviean - mam wymagającą skórę, a te preparaty świetnie się na niej sprawdzają. Podoba mi się, że spełniają swoje zadanie, np. nawilżają, regenerują skórę, zapewniając jej przy tym matowy wygląd, miękkość i gładkość. Lekka konsystencja, estetyczne opakowania, wydajność - to wszystko zalety, które przekonują mnie, że za dobry, miły w stosowaniu kosmetyk warto zapłacić trochę więcej.

Jak dotąd nie miałam nic z Lavea, szamponów do włosów, Ziemi Wulkanicznej i wosku, ale wszystko jest do nadrobienia
Źródło: forum.eversun.com.pl/viewtopic.php?t=767


Temat: tanoreksja choroba przyszłości czy przeszłości?
kate jeśli mówi się o tanoreksji niestety solarium nie ma zalet jeśli kożysta se z niego 25 minut dziennie to jest chore skóra to prawie wióry...
Źródło: forum.eversun.com.pl/viewtopic.php?t=1008


Temat: Wrażenia po obejrzeniu filmu Twilight
Właśnie wróciłam z filmu i moje uczucia są... mieszane.
Zacznijmy więc od początku, czyli od tego, że zaprosiłam do kina moje cztery najlepsze kumpele. Na początku stwierdziły, że będzie nudny i nie chciały iść, ale zmiękły dopiero, jak im powiedziałam, kto gra Edwarda (już to mi się nie spodobało, ale dobra). Potem przez ponad miesiąc przykonywałam je i w końcu dały się namówić.
Zarezerwowałam bilety na samym środku. Pojechałyśmy do kina, przeczekałyśmy reklamy i zaczęło się.
Trudno obiektywnie ocenić film, jeśli po lewej stronie siedzi koleżanka śliniąca się do Roba, po prawej siedzi druga, trącająca cię co chwilę z nerwowymi pytaniami "Czy ona przeżyje?", "Czemu on się wzdryga na jej widok", "Czemu się śmiejesz?"
Jednak mogę się wypowiedzieć na ten temat. Po pierwsze, mimo, że ekranizacja naprawdę bardzo różniła się od książki, zmiany te wcale nie zmniejszają przyjemności oglądania. Muzyka jest obłędna (trochę mnie skołowało "Never Think" podczas rozmowy w restauracji i inna wersja "Spotlight" niż ta, którą znam z internetu, ale ścieżka dźwiękowa to wielka zaleta tej produkcji.
Bardzo mi się podobały niemal wszystkie kwestie Charlie'ego (mimo, że wyobrażałam go sobie inaczej) oraz niektóre Renee, a zwłaszcza to słynne pytanie przed pierwszą "naprawdę" wspólną nocą Eda i Belli. Rozbroił mnie też moment przedstawienia się Edwarda Charliemu - grunt to dobre relacje w rodzinie.
Mogę się jedynie przyczepić do Jaspera, który powiedział w całym filmie tylko parę kwestii, między innymi "Miło mi", "Damy radę (podczas meczu), i chyba "Weźcie deski z podłogi" podczas ostatecznego starcia, oraz przez większość filmu wyglądał jak po zjedzeniu czegoś ciężkostrawnego (któraś z was dobrze to ujęła). Chyba też nawet nie powiedziano jego mocy.
Zdenerwowałam się również tym, że gdy Edward całował się pierwszy raz z Bellą odskoczył od niej jak oparzony, mimo, że spędził z nią już wiele czasu i miał dużą samokontrolę, a James prawie dotykał ją nosem w scenie w sali baletowej i mimo to nie zeżarł jej od razu. Oj, Jamie, nie należy bawić się jedzonkiem bo może zwiać.
Edward świecił się jak po dłuższym biegu. Samo jego poruszanie również wyobrażałam sobie inaczej, ale to chyba wina mojej fantazji.
W ekranizacji zawarto dużo klimatu, który został zabity w reszcie sagi. Mam nadzieję, że New Moon wyjdzie im tak samo dobrze.
Chyba widać, że film mi się podobał. Mam ochotę iść jeszcze raz, ale ograniczone fundusze chyba mi to uniemożliwią.
No i teraz więcej czasu będę spędzać przed komputerem, szukając w googlach* zdjęć w filmu dla zakochanych koleżanek spragnionych Edwarda. Chociaż nie wiem, czy tymi zdjęciami zaspokoję ich apetyt na niego, gdyż jedna z moich kumpel stwierdziła, że dla pewnej osoby przydałby się karnet na solarium...

*niezła reklama, na marginesie...
PS: I chyba się przekonałam do śpiewu R. Pattinsona - teraz jak bedę tego słuchać, chyba będę miała łzy w oczach. Tak samo jak przy "Flightless Bird, American Mouth" oraz remixie Bella's lullaby. Co to filmy z ludźmi robią...
PS2: Na sali przed nami siedziała 5- osobowa, angielskojęzyczna grupa i śmiali się chyba jeszcze głośniej niż ja momentami. Nasze tłumaczenie chyba serio było kiepskie.
PS3: I chipsów nie zwróciłam.

Wiem, dziwna jestem...
Źródło: twilight.fora.pl/a/a,92.html